Pierwsza jazda Toyotą Proace City: sukces upatruje nie we właściwościach użytkowych, a w wizerunku

Toyota od niedawna zaczyna realizować swoje plany dotyczące rozszerzenia zasięgu na rynku aut użytkowych. Japończycy nie tylko wydzielili osobną markę, ale i wypuścili nowego gracza – Proace City – którym miałem okazję się przejechać. Jego główna siła ma leżeć jednak w innym obszarze niż w niespotykanej funkcjonalności.

Toyota wiąże z Proace'em City duże nadzieje

Toyota wiąże z Proace'em City duże nadzieje (fot. Filip Buliński)

Od jakiegoś czasu można zaobserwować u Toyoty coraz śmielsze ruchy w rozbudowie praktycznie każdego segmentu – w gamie "zwykłych" aut niedługo pojawi się Yaris Cross, dla wielbicieli mocnych wrażeń czeka Supra czy Yaris GR, a i rodzina "pracujących" doczekała się rozszerzenia o Proace’a City. Niektóre modele powstały rzecz jasna przy współpracy z innymi producentami, ale w dzisiejszych czasach nie powinno to nikogo dziwić. Tym bardziej, jeśli owoce tej współpracy są nad wyraz udane.

Wzbogacenie gamy modelowej o małego dostawczaka to o tyle ważny krok, że w Europie w bardzo szybkim stopniu rośnie popyt na samochody typu LCV (Light Commercial Vehicle), czyli samochody użytkowe z dmc do 3,5 tony, a Toyota ma ambitny plan podwojenia sprzedaży w tym segmencie w 2020 roku. Czy to się uda? Jest taka szansa, ponieważ w kategorii N1 (aut do 3,5 tony), Toyota w okresie od stycznia do czerwca jako jedyny producent zanotowała wzrost sprzedaży.

Gdyby zakleić znaczki, trudno byłoby się połapać, który to model dostawczego (teraz już) kwartetu

Pomóc w tym ma także wydzielona marka – Toyota Professional — która weźmie pod swoje skrzydła grupę użytkowych modeli japońskiego producenta oraz zajmie się ich sprzedażą i obsługą. Co więcej, polski oddział Toyoty został wybrany opiekunem programu pilotażowego, a wypracowane rozwiązania zostaną wprowadzone w innych europejskich krajach.

Wsiądźmy jednak do głównego bohatera spotkania

Koniec jednak biznesowych dywagacji, czas przejść do meritum. Co prawda nowa Toyota Proace City została zaprezentowana już przeszło rok temu, a w sprzedaży jest od kilku miesięcy, jednak dopiero teraz przydarzyła się okazja, by wsiąść za kierownicę i przekręcić kluczyk (a raczej wcisnąć przycisk startera) i trochę poudawać kuriera — a to wszystko w mazurskich plenerach.

3,3 metra sześciennego i co najmniej 650 kg ładowności - takimi parametrami charakteryzuje się Proace City

Toyota Proace City powstała we współpracy z PSA i w praktyce jest Citroënem Berlingo/Peugeotem Partnerem/Oplem Combo (skreślić niepotrzebne) z zamienionymi znaczkami i nieco innymi rysami twarzy. Kto oczekuje kosmicznych modernizacji czy prób zmiany charakteru samego auta, może poczuć się zawiedziony.

Do naszej dyspozycji była wersja z krótkim nadwoziem, tzw. blaszak, z przestrzenią ładunkową o wartości 3,3 m³ (dłuższa ma 3,9 m³), która przyjmie "na klatę" co najmniej 650 kg ładunku (jest możliwość zwiększenia ładowności). Pod maską znalazł się bardzo dynamiczny, 130-konny diesel 1.5 z 6-biegową skrzynią manualną i jest to najmocniejszy dostępny wariant. Nawet przy dynamicznej jeździe jednostka nie wykazywała nadmiernego apetytu na paliwo, a komputer wskazywał zużycie na niecałe 6 litrów na 100 km.

Zobacz również: Przystanek Bieszczady - Skodą Karoq odkrywamy polską Alaskę

Kto zna Citroena Berlingo, ten w Proace'ie City szybko się odnajdzie

Wątpię jednak, żeby ten silnik stanowiła lwią część sprzedaży, choć muszę przyznać, że na krętych, mazurskich drogach odnajdywał się wręcz wzorowo i dawał ciężką do opisania frajdę. Ta skończyłaby się po załadowaniu tylnej części. Ale nie oszukujmy się, nikt w dostawczaku nie szuka wrażeń z jazdy. Uważam jednak, że toyota prowadzi się w bardziej bezpośredni sposób od swoich dostawczych braci, a układ kierowniczy lepiej komunikuje o zachowaniu kół.

Materiały wewnątrz nie zachwycają, ale widać po nich, że zostały dobrane pod ciężkie warunki pracy. Każdy z koncernowej trójki ma inne wnętrze, a Proace City otrzymała to z Citroena. Co to oznacza? Niemal wszystkie funkcje zgromadzone zostały na dotykowym, 8-calowym ekranie, choć sterowanie klimatyzacją odbywa się intuicyjnie za pomocą fizycznych przełączników.

Liczba możliwych schowków na najróżniejsze mapy, dokumenty, zeszyty czy podkładki jest imponująca. Znajdziemy je nad tablicą przyrządów, trzy przed pasażerem czy za dotykowym ekranem, a nad głową kierowców znalazło się jeszcze miejsce na głęboką półkę. Nie wspominając oczywiście o przepastnych kieszeniach w boczkach drzwi czy uchwytach na napoje.

Jak przystało na porządnego dostawczaka, auto jest 3-osobowe, a oba dodatkowe fotele można złożyć niezależnie od siebie na dwa sposoby, zyskując tym samym dodatkową przestrzeń w kabinie. Co więcej, środkowe siedzisko można w chwilę zamienić w obrotowy stolik. Niestety upchanie aż 3 miejsc w stosunkowo wąskiej kabinie, ma też swoje minusy. Fotel po zewnętrznej stronie jest tak ustawiony, że pasażer niemal wbija się ramieniem w twarde obicie słupka B.

Ceny Toyoty Proace City zaczynają się od 58,2 tys. zł za wersję Life z 75-konnym dieslem 1.5. Warto jednak skusić się na wyższy wariant, ponieważ podstawowy nie dysponuje nawet klimatyzacją. Lepiej wyposażony Active to już wydatek co najmniej 66,8 tys. zł i warto się na niego zdecydować choćby ze względu na możliwość dokupienia przydatnych czujników parkowania — w końcu nie mamy tylnej szyby, a lusterko wsteczne niewiele nam pomoże. Testowany przez mnie, 130-konny diesel z ręczną skrzynią, kosztuje co najmniej 76,8 tys. zł.

Nie zabrakło też licznej oferty wykończenia części ładunkowej. Testowy egzemplarz był ubogo wyłożony płytami kompozytowymi (co wpływało oczywiście na hałas w trakcie jazdy), ale dostępne jest także pełne "zakrycie" blach czy zabudowa izotermiczna. Co istotne w ostatnim przypadku, jeśli wybierzemy wersję z agregatem, będzie on zamontowany wewnątrz auta, co wyklucza ewentualny problem z wjechaniem do nisko zabudowanego parkingu.

Proace City – czy to się uda?

Czy podbój rynku suto wypełnionego przez dostawczaki ze znacznie dłuższą tradycją ma sens? Okazuje się, że tak. Bo Toyota wcale nie upatruje sukcesu przez wyróżniający się design czy ponadprzeciętne możliwości przewozowe, bo te są niemal takie same, jak u koncernowych trojaczków. Zresztą zbudowanie własnego auta wymagałoby ogromnego nakładu czasu i pieniędzy. Chodzi o 2 rzeczy.

Toyota Proace City

Pierwszą z nich jest wizerunek. Toyota od lat kojarzy się z bezawaryjnością, która podczas wytężonej pracy pojazdów jest jednym z najbardziej pożądanych elementów. Owszem, Proace City nie będzie technicznie inna od modeli PSA, jednak jako jedyna z nich wszystkich przechodzi dodatkowe kontrole jakości. Oprócz tego klient będzie kuszony fabryczną gwarancją na 3 lata lub… 1 mln km. Dotyczy to także specjalistycznej zabudowy.

Drugą rzeczą, jest wartość rezydualna. Na podstawie wyliczeń Info Ekspert, utrata wartości po 3 latach eksploatacji i 120 tys. km przebiegu będzie najniższa nie tylko wśród technicznych bliźniaków, ale także najgroźniejszych konkurentów. Teoretyczny sukces auta powoli przybiera namacalny wymiar, ponieważ zaledwie po 3 miesiącach rejestracji, Proace City zajmuje w swojej klasie 4. miejsce, przegrywając podium zaledwie o 3 egzemplarze. Co prawda bliźniaczy Peugeot Partner uplasował się na drugiej lokacie, jednak Citroën Berlingo i Opel Combo dopiero kolejno na 7. i 9. miejscu.

Kolejny krok – elektryfikacja

Zgodnie z trendem, następnym krokiem w ekspansji segmentu będzie wprowadzenie do oferty gamy elektrycznych dostawczaków. Toyota zdradza jednak na razie niewiele szczegółów, a elektryfikacja dotyczy na razie większego modelu – Proace EV ma być dostępny w dwóch wariantach – 50 i 75 kWh, które zapewnią kolejno zasięg do 230 i 330 km oraz ładowność kolejno do 1 i 1,275 tony. Dodatkowo na haku będzie można zaprzęgnąć dodatkowe 1000 kg ładunku. Czas ładowania do 80 proc. pojemności baterii ma wynosić odpowiednio 30 i 45 min. Rynkowy debiut nastąpi w II połowie przyszłego roku.

Moja opinia o Toyocie Proace City

Filip Buliński

Toyota podeszła do sprawy wprowadzenia nowego modelu w najlepszy z możliwych sposobów, wykorzystując sprawdzone rozwiązania francuskiego koncernu i dokładając od siebie cegiełkę kontroli jakości. Proace City na pewno nie jest dla tych, którzy liczą na przełomowe czy niespotykane dotąd rozwiązania użytkowe, a dla tych, którym do tej pory przeszkadzał "nieodpowiedni" znaczek.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

W poszukiwaniu recepty na idealnego hatchbacka - test wideo nowej Hondy Civic Nowe Suzuki Vitara 1.6 VVT AllGrip XLED - test, opinia, spalanie, cena Opel Grandland X: nie zaskakuje, ale oferuje wystarczająco dużo Ford Fiesta ST (2013) – ST junior [pierwsza jazda autokult.pl] Mercedes-Benz klasa V 250 Bluetec Edition1 - test większej S-klasy Nowa Toyota Auris 1.2 Multidrive S - test, opinia, spalanie, cena Nissan Juke - oryginalna alternatywa do miasta [test autokult.pl] Škoda Octavia 1,2 TSI DSG Ambition - test wideo Škoda Rapid Spaceback 1,6 TDI Elegance [pierwsza jazda autokult.pl] Renault Mégane Grandtour Dynamique3 Energy dCi 130 - kobiecość we francuskim wydaniu [test autokult.pl] Audi A8 4.2 TDI quattro LWB - test Mitsubishi Outlander PHEV - Robo-dinozaur

Popularne w tym tygodniu:

Pierwsza jazda: Ferrari Roma to gran turismo na wielkie i szybkie podróże Škoda Scala - test długodystansowy. Czy jest warta kwoty jak za premium? Mercedes-AMG GT R to pierwsze od dawna auto sportowe, którego się bałem. W końcu! Test: Toyota Yaris 1.5 Hybrid Dynamic Force 116 KM - jest droga, ale warta swojej ceny Pierwsza jazda: Škoda Octavia iV, RS iV oraz e-TEC - Czesi idą z prądem Pierwsza jazda: nowa Kia Sorento ma zalety poprzedniczki i w końcu stała się hybrydą Pierwsza jazda: Volkswagen ID.3 zaczyna coś nowego, ale najważniejsze dopiero przed nami Test: Fiat 500 Hybrid - upływ czasu go omija, a nowy silnik to duża zaleta Pierwsza jazda: Citroën C3 po liftingu. Zmian jest mało, liczy się indywidualizacja Porsche Panamera: pierwsza jazda odświeżonym modelem. Przykład doskonalenia Test: Nissan Juke 1.0 DIG-T 117 KM - trendsetter wtapia się w tłum Test: Audi e-tron Sportback 55 quattro - podejście do elektryka nr 2