Oliver Zipse: nowy prezes zarządu BMW z trudnym zadaniem

Po przedterminowym rozwiązaniu umowy ze swoim dotychczasowym szefem Haraldem Krügerem, BMW już podało nazwisko jego następcy. 55-letni Oliver Zipse ma przed sobą bardzo trudne zadanie: przywrócić firmie pozycję lidera w sprzedaży i w rozwoju pojazdów elektrycznych.

Oliver Zipse (fot. BMW)

Oliver Zipse (fot. BMW)

Verizon

Rada nadzorcza BMW działa szybko. Sytuacja jednak tego wymaga. Choć bawarski koncern wszedł pod rządy Haralda Krügera zaledwie cztery lata temu, przez ten czas zdążył już utracić pozycję globalnego lidera segmentu premium na rzecz Daimlera (właściciela marki Mercedes), zmniejszyć swoją wartość giełdową o około 1/3, stracić szereg utalentowanych inżynierów i utracić przewagę w elektrycznej rewolucji, jaką dały mu modele i3 oraz i8.

Krüger tak naprawdę nie podjął wielu złych decyzji. Problem polegał raczej na tym, że nie podejmował ważnych decyzji. Jeśli BMW pod jego rządami wprowadziło jakieś nowe produkty, to były to modele możliwie najbardziej tradycyjne, jak seria 8 czy X7. Choć jeszcze większe i bardziej luksusowe coupe i SUV-y z benzynowymi V8 niewątpliwie świetnie sprzedadzą się na kluczowych dla marki rynkach pokroju Chin i USA, to nie stanowią one odpowiedzi na pytania świata o metody obniżenia emisji CO2 i nowe rozwiązania mobilności.

Nie podołał zadaniu? Harald Krüger kończy przygodę z BMW

Miał poprowadzić markę BMW w kierunku elektrycznej, autonomicznej i współdzielonej przyszłości. Harald Krüger – prezes marki BMW – nie będzie…

Dlaczego Krüger musiał odejść

Niemieckie koncerny chyba były zbyt poważne, by nawet w tak dynamicznie zmieniających się czasach zamarzyć sobie szerszą wizję. BMW miało swój moment geniuszu, wprowadzając do sprzedaży nadal świeże i zaawansowane technologicznie modele i3 oraz i8. Aż trudno uwierzyć, że weszły one do produkcji już pięć lat temu. Oznacza to, że za ich stworzenie był odpowiedzialny poprzednik Krügera, Norbert Reithofer. Pod rządami schodzącego prezesa nie wprowadzono żadnego kolejnego produktu tego kalibru. Dopiero niedawno zaprezentowano iX3 oraz Mini Coopera S E, które łączą znany od kilku lat napęd elektryczny ze znanymi od kilku lat tradycyjnymi konstrukcjami.

Harald Kruger był ewidentnie fanem dużych grillów (fot. BMW)

Jeśli BMW w ostatnich latach było związane z jakimiś ciekawymi nowymi inicjatywami elektromobilności, były one raczej zasługą niższych szczebli w korporacyjnej drabinie tego koncernu. Doskonałym przykładem jest wprowadzony niedawno w Polsce projekt Innogy Go, dzięki któremu warszawskie ulice wzbogaciły się o pół tysiąca sztuk i3 wynajmowanych na minuty.

Rusza innogy go. 500 BMW i3 w rękach warszawskich kierowców

Innogy uruchamia w pełni elektryczny carsharing w Warszawie. Już na start wspólnie z BMW pokazuje, że wie, co to rozmach. 3 kwietnia Warszawa stanie na…

Zobacz również: Elektomobilność z perspektywy długodystansowca

Według nieoficjalnych przekazów Krüger nie jest fanem aut elektrycznych. Przez to BMW straciło nie tylko impet w rozwoju kolejnych modeli tego typu, ale nie zatrzymało też ludzi, którzy mogli je zrobić. Pod jego rządami z firmy odeszło wielu kluczowych inżynierów specjalizujących się w elektromobilności, takich jak Christian Senger i Markus Düsmann. Obydwaj zostali podkupieni przez Volkswagena, który w ostatnim czasie ogłosił gigantyczny plan rozwoju modeli elektrycznych z inwestycjami sięgającymi 80 miliardów euro. Samo BMW zresztą zostało teraz w tyle. Patrząc na ostatnio pokazywane premiery i zapowiedzi, można ocenić, że pod względem technologii akumulatorów i jazdy autonomicznej ten niemiecki gigant jest jakieś 3–4 lata za amerykańską Teslą.

Dlaczego Zipse musiał go zastąpić

W końcu cierpliwość udziałowców BMW – na czele z większościowym akcjonariuszem, rodziną Quandtów, która sama Krügera faworyzowała – się skończyła. Po raz pierwszy od dawna prezes zarządu tej marki nie tylko nie został wybrany na drugą kadencję, ale i nie dotrwał do końca pierwszej. Na rok przed planowanym końcem swojej zmiany odszedł ze stanowiska "za obopólną zgodną".

Ruchu tego ze strony Krügera udziałowcy musieli się spodziewać – a nawet na niego naciskać – skoro od razu ogłosili nazwisko następcy. O dwa lata starszym Oliverze Zipse nie wiadomo wiele poza wewnętrznymi strukturami BMW. Z jednej strony jest tym samym typem korporacyjnego dyrektora co Krüger, a z drugiej jest jego dokładną odwrotnością. Zipse, podobnie jak poprzednik (i jego poprzednik), awansuje na stanowisko prezesa z pozycji członka zarządu do spraw produkcji. Podobnie jak Krüger, pracował w BMW praktycznie całe swoje życie (jeden dołączył do firmy w roku 1992, drugi w 1991). Obydwaj są raczej zbyt oficjalni. Podczas gdy Elon Musk czy Dieter Zetsche wykreowali modę na wyluzowanych prezesów w trampkach i rozpiętych koszulach, Zipse nie wychodzi ze sztywnych ram dopiętego garnituru i starannie zaczesanej grzywki.

Oliver Zipse (fot. BMW)

W przeciwieństwie do Krügera, nowy szef BMW jest otwarty na świat. Studiował w USA. W ostatnich latach zarządzał fabrykami koncernu na wielu kontynentach. Co jednak jeszcze ważniejsze, jego twarde decyzje przynosiły dobre wyniki finansowe: zmniejszały wydatki i zwiększały zyski. I to zapewne właśnie ten czynnik był kluczowy przy wyborze Zipse na to stanowisko. Za przyspieszonym zwolnieniem Krügera stała według mnie nie ideologia, a cyferki. Podczas gdy Grupa BMW posiadała długofalowy cel marży zysku operacyjnego na poziomie 8–10 proc., w pierwszym kwartale tego roku rzeczywista wartość wyniosła 5,6 proc. Biorąc pod uwagę obecny obrót spraw, w drugim kwartale musiała ona być jeszcze niższa.

Przewrotnie zauważę jednak, że zwolnieniu Krügera i tak jest winna Tesla. Fakt, że Elon Musk zebrał przez ostatnie siedem lat 23 miliardy dolarów na inwestycje bez wypracowania ani centa zysku, pozwolił mu rozwijać wielkie plany bez przejmowania się tak przyziemnymi sprawami jak wyniki finansowe. Ostatnie gigantyczne inwestycje Grupy Volkswagen wydają się także w dużej mierze motywowane kwestiami wizerunkowymi. To wszystko to tylko kolejne elementy układanki, której główny przekaz brzmi: na samochodach elektrycznych obecnie się nie zarabia i jeszcze parę lat się nie zarobi. W przemyśle motoryzacyjnym coraz większe inwestycje przynoszą coraz mniejsze zyski. Zipse udowodnił już, że w takich realiach sprawdza się w skali strategii produkcji. Teraz musi przenieść swoje doświadczenie na poziom całego koncernu.

Obserwuj nas na Instagramie:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Aktualności:

Rewelacyjna sprzedaż Audi A1 Kubica trzeci według ESPNF1 Elektryczna taksówka w Londynie?! Supersamochód od Eterniti - pierwsze szkice Wielka feta na 50. urodziny McLarena Prawie 500 KM i dwa spadochrony. VW Jetta przygotowany do bicia rekordu na Bonneville Jeden z najszybszych vanów świata - Renault Espace F1 Odświeżony Ford Ranger - jeszcze groźniejsza twarz Spiral 86 - efektowny pakiet dla Toyoty GT 86 Świnia tworzy tor testowy dla Infiniti. Tak wygląda promocja systemu DAS Dwie nowe Corvetty na targach SEMA Skoda Fabia vRS vs. VW Polo GTI vs. Seat Ibiza Cupra - bratobójcza walka [wideo]

Popularne w tym tygodniu:

W czwartek 12 grudnia akcja "Smog". Policjanci będą badać spaliny V12 nie umarło. Nowy Mercedes Klasy S będzie dostępny z takim silnikiem Czołgi trafiły na policyjny parking. Przewoźnik nie miał zezwoleń Audi RS4 ABT przerobione na radiowóz w szczytnym celu Nowiutkie Porsche 911 GT2 RS zostało rozbite podczas jazdy próbnej Wątpliwości odnośnie jazdy na suwak rozwiane? Mamy oficjalne stanowisko policji Nissan GT-R50 Italdesign jest gotowy do produkcji. Powstanie tylko 50 sztuk Pagani Zonda Aether zmieniła właściciela. Jednorożec kosztował 6,81 mln dol. Lista stacji z paliwem złej jakości. Zobacz, gdzie uważać z tankowaniem Mercedes-Benz SLR McLaren Stirling Moss został wystawiony na sprzedaż Syrena Toma Hanksa odsłonięta. Pieniądze z jej licytacji trafią do potrzebujących Premier idzie za ciosem. Rząd pracuje już nad zmianą pierwszeństwa pieszych