Toyota Hilux na swoje 50. urodziny doczekała się edycji limitowej. Na każdym rynku jest ona inna

Toyota Hilux na swoje 50. urodziny doczekała się edycji limitowej. Na każdym rynku jest ona inna (fot. Mateusz Lubczański)

Toyota Hilux 2.4 D-4D (150 KM) Selection 50th: udomowienie pick-upa

Charakterystyczny kolor, dodatkowe oświetlenie i czarne pasy na nadwoziu. W swoje 50-te urodziny oderwana od ciężkiej pracy Toyota Hilux staje się zarówno stylowym, jak i nieco ostentacyjnym środkiem transportu. Skąd taki pomysł?

Ten artykuł ma 2 strony:

Toyota Hilux 2.4 D-4D (150 KM) Selection 50th — test, opinia

Kiedy w "Miłość, szmaragd i krokodyl" grany przez Michaela Douglasa Jack Colton poszukuje transportu w ucieczce przed kolumbijskimi siłami zbrojnymi, trafia na Juana, właściciela jedynego auta w okolicy. Juan mówi o pomyłce – ma tylko Pepe, małego osiołka. Ale osiołkiem okazuje się niemal niezniszczalny, podniesiony Ford Bronco na którym nie robią wrażenia żadne przeszkody. W Europie takim "osiołkiem" może być Toyota Hilux. Ba, nawet na kilku kontynentach, bo Hiluxy dają sobie radę zarówno w Australii jak i np. w Namibii.

A teraz Hilux staje się – i nie będzie to słowo użyte na wyrost – legendą. Ma już 50 lat, a przecież niedawno taką rocznicę świętowało Porsche 911. Dlatego też polski importer przygotował limitowaną edycję Hilux Selection 50th Anniversary, którą ograniczono do – dokładnie – 50 egzemplarzy. Mają one dedykowane oklejenie nadwozia, klapę do przykrycia przestrzeni ładunkowej, aluminiową osłonę silnika z logiem Selection, jak i 18-calowe felgi. Od razu uściślimy, że nikną one w nadkolach, zwłaszcza, gdy założymy na nie zwykłe, drogowe opony by zachować jakiekolwiek resztki komfortu.

Czym gorszy teren, tym Hilux czuje się lepiej

A to dlatego, że Toyota Hilux Selection 50th Anniversary jest próbą stworzenia z jednego z najlepszych wołów roboczych na świecie auta nie tylko efektownego, ale i umożliwiającego codzienne użytkowanie. Taki krok nie dziwi, kilka lat temu podczas premiery konkurencyjnego Nissana Navary, jego twórcy tłumaczyli jak zmienia się współczesny klient, któremu podoba się sylwetka i wielkość pick-upa. Dlatego też przygotowali masę dodatków, wrzucili wnętrze z Qashqaia, a z tyłu zamontowali wielowahaczowe zawieszenie. W roboczym pick-upie! Hilux trzyma się za to antycznych i sprawdzonych resorów piórowych.

Hiluxowi przebranemu w kilka efektownych dodatków nie udało się ukryć roboczego pochodzenia, ale nie ma w tym nic złego. Wspięcie się do kabiny wymaga nieco gimnastyki – nie wiadomo czy zapakować najpierw głowę czy nogi – oraz balansowania na zbyt wąskim dodatkowym progu. W tym wypadku warto zdecydować się na inny zestaw, chyba, że wskakujemy od razu do auta zawieszonego 30 cm nad ziemią. By uzmysłowić sobie ten rozmiar, powiedzmy, że na kierowców Audi Q5 patrzymy z góry.

150 koni nie robi wrażenia na papierze, ale w tym wypadku liczą się niutonometry - mamy ich dokładnie 400.

Pozycja wydaje się dziwna, bo fotel umieszczono bardzo blisko podłogi. Deska jest odpowiednio przeskalowana do rozmiarów Hiluxa, przez co od razu będziecie wiedzieć, że jesteście w Toyocie. Plastiki nie są rewelacyjne, ale są tak spasowane, że od razu zdajecie sobie sprawę, dlaczego te auta tak dobrze wytrzymują niekorzystne warunki. Na tle przeciętnego samochodu osobowego – przynajmniej stylistycznie – odbiega też system multimedialny, lecz porównując go do np. oferty Nissana czy Mitsubishi L200, nagle wychodzi na prowadzenie. Oferuje nawet dostęp do pogody, ceny paliw i innych informacji z sieci, lecz konfiguracja i użytkowanie na co dzień sprawią, że szybciej sprawdzicie takie rzeczy na komórce.

Zobacz również: Autokult odc.3 - Nowa Toyota Supra, Opel GTX Experimental, Red Bull Ring

Trzeba od razu przyjąć, że o ile Hilux kupi was swoim analogowym charakterem, tak wykorzystanie go na co dzień wydaje się nieco karkołomne. Ma ponad 5 metrów długości, więc ciężko nawet nie tyle zmieścić się w miejscu parkingowym, ale nawet "złamanie się" wymaga gimnastyki i siłowania się z niezbyt mocnym wspomaganiem. Miejsca z tyłu jest jak na lekarstwo, a kanapa nie należy do najwygodniejszych. To standard w klasie pick-upów.

Toyota Hilux - wnętrze

Hilux – niezależnie czy jest to wersja Anniversary czy "zwykła" – oferowana jest z czterocylindrową jednostką wysokoprężną o pojemności 2.4 litra. Generuje raczej skromne 150 KM, jest zdumiewająco głośna po uruchomieniu, ale ma 400 niutonometrów w nieco wąskim zakresie 1600 – 2000 obr. Dzięki temu auto przyspiesza (no.. może przyspiesza to za duże słowo jak na dwutonowego pick-upa) bez zbędnej zwłoki, niezależnie czy wyjeżdżacie z krateru pod górę czy zjeżdżacie ze stoku. Spalanie w codziennej jeździe wyniesie około 10 litrów – odchyły pomiędzy terenem zabudowanym a drogą podmiejską wynoszą mniej niż litr. Dla 50th Anniversary dostępna jest wyłącznie automatyczna, 6-biegowa skrzynia. Jej spokojna praca pasuje do charakteru auta, ale lubi się zawiesić przy zmianie z 5. biegu na 6. Łopatek przy kierownicy brak.

Mógłbym jeszcze narzekać na zawieszenie czy ciężki przód, ale nie ma to żadnego sensu – Hilux powinien jeździć załadowany po brzegi. Wtedy prowadzenie zmienia się diametralnie, wady znikają w momencie, a kierowca pozostaje pod wrażeniem możliwości auta. Tyle, że spory ładunek wymusza zdjęcie efektownej klapy przestrzeni bagażowej, a przecież w tej edycji Hilux ma wyglądać, prawda? Niewątpliwą zaletą takiego rozwiązania jest uprzyjemnienie jazdy w trasie – bez zabudowy odniesiecie wrażenie, jakby za autem otwarto spadochron.

Alternatywą dla przykrycia "paki" jest roleta, która zimą zamarza i uniemożliwia otwarcie. Plastikowa klapa jest znacznie lepsza i zmniejsza spalanie.

No dobrze, zamiast ładunku możemy zwrócić uwagę na właściwości terenowe, ale muszę podkreślić, że na takich "zwykłych" oponach jak egzemplarz na zdjęciach, daleko nie zajedziecie. Hilux oferuje brodzenie na poziomie 70 cm, ma reduktor, dołączaną przednią oś za pomocą pokrętła i blokadę tylnego dyferencjału uruchamianą przyciskiem. Jak na nowoczesnego pick-upa przystało, nie mogło obejść się bez asystenta ruszania na wzniesieniu, zjeżdżania z niego czy aktywnej kontroli trakcji. Dla amatorów szukania ciągników wyciągających auta z kałuży będą one zupełnie niepotrzebne, ale dla innych okażą się całkiem przydatne.

Na taki samochód, jakim jest Hilux, na pewno warto spojrzeć pod względem użytkowym, porównując go np. z Fordem Rangerem z silnikiem o mocy 160 KM jak i Nissanem Navarą oferowaną z jednostką o mocy aż 190 KM. Toyota Hilux bije tę dwójkę pod względem prześwitu, głębokości brodzenia czy dopuszczalnej masy całkowitej (3210 kg), ale z drugiej strony Japończyk jest najcięższy, co zmniejsza ładowność od 1040 kg do 1110 kg w zależności od wersji (Ford 1121 kg, Nissan 1048 kg). Hilux nie dominuje też w przypadku przyczep, bowiem uciągnie maksymalnie 3200 kg (konkurencja kolejno: 3350 kg i 3500 kg). Na pewno pokonuje schodzące z rynku Mitsubishi L200 (3100 kg), ale jest to konstrukcja o wiele, wiele starsza.

Można sobie pokręcić i powciskać przyciski. Zrezygnowano już z tradycyjnych wajch

Toyotę Hilux w takiej limitowanej specyfikacji wyceniono na 199 900 zł brutto. Egzemplarz na zdjęciach ma jeszcze nawigację za 3200 zł czy dodatkowe zabezpieczenia przeciwkradzieżowe. Jeśli jednak zdecydujemy się na wersję SR5 – na której oparta jest 50th Anniversary bez fikuśnych dodatków – zejdziemy do ceny 159 974 zł. Bardzo podobnie wyceniony jest Ford Ranger Limited czy Nissan Navara w wersji Tekna. Pozostałe 40 tys. można przeznaczyć na indywidualizację, tym bardziej że oferta jest szeroka i obejmuje nawet ekstremalne modyfikacje u ekipy Arctic Trucks.

Toyota Hilux Selection 50th Anniversary wygląda świetnie, jest toporna i nieco męcząca w codziennym użytkowaniu, czyli nie odbiega od propozycji konkurencji. W klasie pick-upów przoduje pod względem możliwości terenowych, lecz – niemal jak zwykle – ograniczeniem są najzwyklejsze opony. Czy warto ją wziąć pod uwagę, jeśli widzimy się wożących tonę ładunku na pace? Jak najbardziej. Czy warto zapłacić 200 tys. za wersję limitowaną? No cóż…

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Jedne z najlepszych w klasie wartości terenowe
  • Niepodrabialny charakter
  • Duże możliwości modyfikacji
  • Przyjemna toporność konstrukcji…

Minusy:

  • …którą można uznać za wadę w obliczu wielowahaczowego zawieszenia konkurencji
  • Ograniczony wybór jednostek napędowych

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Test Lexusa UX 250h AWD. W trasie z Genewy do Mediolanu Renault Clio Grandtour GT 120 EDC - test Kalifornia wychodzi z mody: za kierownicą nowego Ferrari Portofino Renault Clio RS vs. Clio Sport F1 Team R27 [test] Renault Twingo GT EDC – nadzieja na niepewne czasy Ford Fiesta Sport 1,6 Ti-VCT - jak Jekyll & Hyde [test autokult.pl] BMW serii 7 vs BMW X7, czyli pojedynek dwóch rodzajów luksusu Opel Grandland X 1.2 Turbo AT: znacznie lepszy od mniejszego brata Ford S-Max 2.0 TDCi PowerShift Titanium - test, opinia, spalanie, cena Renault Twingo 1,2 Dynamique – być kobietą 2: Francja w natarciu [test autokult.pl] Czterodrzwiowe gran turismo po głębokiej modernizacji – pierwsza jazda Maserati Ghibli po face liftingu Kia e-Soul wygląda nietypowo i ma świetny napęd. Mnie przekonała

Popularne w tym tygodniu:

BMW M5 kontra Mercedes-AMG E63 S: derby super-sedanów na Torze Kielce Volkswagen Golf R Variant: mocny hothatch odjeżdża na emeryturę Hyundai Kona Electric: tutaj nie musisz się martwić o zasięg Lego Technic Porsche 911 RSR: kilkanaście godzin czystej frajdy Jaguar E-Pace i Porsche Macan: na dobry początek Kia Picanto z Kia Platinum Cup. Test najważniejszego auta wyścigowego w Polsce Odświeżone Renault Trafic i Master – jeszcze lepiej dostosowane do potrzeb